<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="O kilku szkodnikach i biurokratach">
<author_1="Łaskaszewski Stanisław">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="11">
<date="1951-11-25">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Droga „Przyjaciółko"! Proszę Cię o pomoc w ukróceniu biurokracji w naszym zakładzie pracy. Pracuję w Żaganiu we młynie POZM. Od dłuższego czasu obsada młyna składa się: z kierownika administracyjnego, kierownika handlowego, kierownica technicznego, magazyniera, 4-ch pracowników umysłowych, przewodniczącego Rady Zakładowej, który też liczy się jako pracownik umysłowy. Pracowników fizycznych jest tylko kilkunastu. Warunki pracy są opłakane. Na przykład szatnia — strach do niej wejść. Nie ma tam ani światła, ani porządnej szafki — po prostu to nie szatnia ale stajnia, choć już u dobrego gospodarza to stajnia lepiej wygląda. Śniadanie każdy musi nosić przy sobie, bo jak zostawi się je w szatni, to już później nie można go zjeść, tak tam harcują szczury. Umywalnia i łazienka jest u nas również — ale cóż — nie ma ani mydła, ani ręcznika, mimo że o tym się mówi na każdym zebraniu. Dalej wszyscy pracownicy młynów w województwie, którzy stykają się bezpośrednio i kurzem, otrzymują mleko. W naszym młynie mleka nikt nie otrzymuje mimo obietnic, ze od 1-go już będzie. I tak mija 1-szy za 1-szym, a mleka nie ma. Teraz, Droga "Przyjaciółko". przejdę do sprawy naszych zarobków. Często przychodzą wagony ze zbożem, które trzeba rozładować po godzinach pracy. Kierownictwo mówi, że otrzymamy wynagrodzenie dodatkowe. Kiedy jednak przychodzi do wypłaty, a my wszystkich należności nie otrzymamy, odsyłają nas od jednego urzędnika do drugiego i tak się chodzi nieraz cały miesiąc, zanim otrzyma się pieniądze. Pijaństwo jest u nas po prostu stałym zjawiskiem, uważam, że właśnie z tego powodu są te wszystkie kłopoty. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
